Nauka NPR

Przynaglenie, by powstał ten wpis kłębiło się we mnie już od jakiegoś czasu. Doskonale pamiętam siebie sprzed kilkunastu miesięcy, oblewającą się potem na samą myśl o oglądaniu swojego śluzu. Jednak, gdy na dobre rozpoczęłam obserwacje i naukę, okazało się – jak zresztą często w życiu – że NPR nie taki straszny, jak go malują. Chciałabym, aby lektura poniższego artykułu sprawiła, że i Ty dojdziesz do podobnych wniosków. 🙂

Co prawda nie jestem (jeszcze? ;)) instruktorką żadnej z metod, jednak – mimo początkowych obaw – dość mocno wkręciłam się w temat. Pochłaniam kolejne książki, wzbogacając swoją wiedzę i nie zamierzam przestać. Skąd u mnie takie zainteresowanie? Zaczęło się od fascynacji funkcjonowaniem kobiecego ciała oraz – dość prowizorycznie – od moich mało książkowych cykli. Wszystko to, o czym zaraz przeczytasz jest podyktowane zarówno moimi osobistymi doświadczeniami i przemyśleniami, jak również praktyką członków grupy „NPR – Naturalne Planowanie Rodziny” (więcej o niej za chwilę), których poprosiłam o pomoc przy wyborze zagadnień do poruszenia. Wobec tego przed Tobą solidna i (w miarę) kompleksowa dawka wiedzy na sam początek. 🙂

Dlaczego przed ślubem?

Jak sama nazwa mówi, Naturalne Planowanie Rodziny (w skrócie NPR) jest pomocne przy staraniu się o dziecko czy też przy odkładaniu poczęcia. Stąd możesz wywnioskować, że do momentu, kiedy staniesz wraz z ukochaną osobą u stóp ołtarza, temat ten Cię nie dotyczy. Cóż, nie do końca… Jedną z najczęstszych odpowiedzi na moje pytanie o zalecenia dla par przed ślubem stanowiła zachęta do jak najwcześniejszego rozpoczęcia nauki. Jakie są zalety takiego podejścia? Przede wszystkim pewność w obserwacjach już w małżeństwie. Narzeczeństwo (a nawet jeszcze wcześniej) to doskonały czas na prześledzenie niuansów – zarówno, co do mierzenia temperatury (np. zaburzenia po spożyciu alkoholu, wpływ nieprzespanej nocy, zmiany czasu czy innej godziny pomiaru), jak i badania śluzu. Początki w jego badaniu często przypominają wróżenie z fusów. 😉 Ale spokojnie – nauczenie się tego zajmuje zazwyczaj kilka cykli. W tym czasie kobieta poznaje charakterystyczne dla siebie cechy – zdarza się, że odbiegające od przykładów w książkach (np. bycie typem „mokrym” lub „suchym”, występowanie wydzieliny w ostatnich dniach cyklu).

Co w przypadku, gdy zaraz po ślubie planujecie starać się o dziecko? Po pierwsze – metody NPR idealnie się do tego nadają, pozwalając zwiększyć szanse na poczęcie maleństwa. Po drugie – warto rozważyć, co będzie, jak już pojawi się na świecie. Istnieje dość spore prawdopodobieństwo, że z jakiś względów (m. in. zdrowotnych) będziecie chcieli odłożyć na później decyzję o kolejnym dziecku. I tutaj pojawia się problem… Okres poporodowy jest najgorszym (!) momentem na naukę NPR (co wcale nie znaczy, że jest to niemożliwe – wręcz przeciwnie). Kobiecy organizm potrafi wracać do hormonalnej równowagi przez wiele tygodni (a nawet miesięcy), co sprawia, że badane objawy bywają wyjątkowo trudne w interpretacji. Inwestując w naukę już teraz, ułatwisz sobie to zadanie.

Jak już wspominałam, z początku nie garnęłam się do nauki NPR. W podręcznik zaopatrzyłam się dość wcześnie, jeszcze przed zaręczynami – skusiła mnie promocyjna cena. 😉 Z obserwacjami zwlekałam, jednak ostatecznie rozpoczęłam je wraz z nadejściem narzeczeństwa. Dzięki temu miałam prawie rok na ogarnięcie co i jak. 🙂 Pierwotnie myślałam, że mogę jeszcze poczekać, jednak z perspektywy dzisiaj – to była bardzo dobra decyzja. Zwłaszcza, gdy okazało się, że moje cykle, do tej pory przewidywalne, przestały takie być – stres i emocje związane z przygotowaniami do ślubu robiły swoje. Kiedy w takim razie zacząć? Wśród zaleceń pojawia się liczba 3 – 6 cykli (pozwala to na wyznaczenie niepłodności przedowulacyjnej), jednak najlepiej – jak najwcześniej. O tym, jak się do tego zabrać, przeczytasz w dalszej części wpisu.

Metody

Dla niektórych bywa zaskoczeniem to, że istnieje więcej niż jedna metoda NPR. Z grubsza możemy je podzielić na objawowo-termiczne, oparte wyłącznie na obserwacji śluzu, termiczne oraz archaiczne już metody rytmu (czyli popularny kalendarzyk, który ma niewiele wspólnego ze współczesnymi sposobami wyznaczania okresów płodności i jest po prostu nieskuteczny).

Uwaga! Najpierw doczytaj do końca cały wpis, a potem zabierz się za przeglądanie tych wszystkich stron z linków. 🙂

Metody objawowo-termiczne – najpopularniejsze, opierają się na pomiarze podstawowej temperatury ciała oraz na obserwacji innych objawów płodności (śluzu szyjkowego, ewentualnie szyjki macicy). Wśród nich możemy wyróżnić między innymi:

Metody oparte wyłącznie na obserwacji śluzu – są dobrym rozwiązaniem dla kobiet, które z jakiś powodów mają trudności z obserwacją podstawowej temperatury ciała (np. nocne wstawanie do dzieci, bezsenność spowodowana depresją czy po prostu niechęć do codziennych pomiarów). Najpopularniejsze z nich są dwie:

  • model Creightona – stanowiący również podstawę naprotechnologii. Więcej na oficjalnej stronie. Polecany podręcznik: „Creighton Model Fertility Care System” (książkę można kupić jedynie na kursie, ewentualnie używaną na Allegro ;)),
  • metoda owulacji Billingsa – polecana książka: „Atlas metody owulacji Billingsa” (aktualnie niedostępna w regularnej sprzedaży).

Porównanie najpopularniejszych metod oraz dużo dużo więcej znajdziesz na stronie Cała jesteś piękna! i na facebookowym profilu.

Co wynika z tego, że można wybierać spośród tak wielu metod? Przede wszystkim to, że każda para ma szansę wybrać opcję, która najbardziej będzie odpowiadała stylowi życia kobiety. W rzeczywistości wpływ na wybór danego rozwiązania ma również dostęp do wiedzy. Są takie metody, których z powodzeniem można nauczyć się samemu z podręcznika (np. Ligi Małżeństwo Małżeństwu – bardzo dobrze opracowane materiały), do niektórych konieczna jest obecność nauczyciela (np. w przypadku modelu Creighton, gdzie kursy są płatne). Poza tym w każdej diecezji są poradnie rodzinne, które służą pomocą w nauce. Warto pamiętać, że w zależności od rejonu, wykładane są różne metody – np. w diecezji rzeszowskiej jest to metoda polska, a w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej metoda angielska. W dzisiejszym świecie powszechnego dostępu do internetu nie trzeba ograniczać się jedynie do fizycznej obecności instruktora. Pojawia się coraz więcej ofert kursów online – np. kurs prowadzony przez INER czy darmowy dostępny na stronie Szansa Spotkania.

Do tematu wyboru metody wrócę jeszcze za chwilę. 🙂

Razem

Warto już od samego początku zdać sobie sprawę, że płodność to zadanie obojga małżonków – nie tylko kobiety. Nie dziwi więc, że jedną z częstszych odpowiedzi na moje pytanie na grupie stanowiła ta związana z zaangażowaniem mężczyzny w stosowanie NPR. Co prawda, ciężko oddać mężowi wykonywanie obserwacji, jednak można zaprosić go do wspólnego wypełniania i przede wszystkim analizowania karty cyklu. Jakie są plusy takiego rozwiązania, pomijając wspólną odpowiedzialność za rodzinę? Na przykład łatwiejsze zrozumienie trudności emocjonalnych, które kobieta przechodzi w każdym miesiącu z powodu zmian stężeń hormonów (m. in. więcej energii na początku cyklu, burza nastrojów pod koniec).

W naszym małżeństwie to głównie ja zajmuję się cyklami. A to tylko dlatego, że tak mocno wkręciłam się w temat, że mam większą wiedzę. Nie oznacza to jednak, że mój mąż nie wie nic. Podczas przedślubnych spotkań w poradni to on – wbrew oczekiwaniom nauczycielki – analizował przykładowe obserwacje. Wspólnie rozwiązywaliśmy też zadania domowe. Dzięki temu nie patrzy na mnie jak na kosmitkę, kiedy informuję go o początku fazy lutealnej. 😉

Trudności

Dlaczego poruszam ten temat, skoro chcę Cię zachęcić do stosowania NPR? Między innymi dlatego, by zdawać sobie sprawę już teraz, że stosowanie NPR to nie tylko wpatrzone w siebie zakochane pary, które co cykl przeżywają swój miesiąc miodowy. A właśnie z tego typu doświadczeniami można spotkać się w licznych książkach. Cóż, jak ze wszystkim w życiu, NPR ma swoje plusy – jak zgodność z nauczaniem Kościoła Katolickiego czy brak ingerencji w płodność kobiety – ale ma też minusy… Sporo małżeństw odczuwa zawód spowodowany tym, że nikt ich nie uprzedził. O czym? Na przykład o okresie poporodowym, kiedy bywa ciężko z interpretacją objawów, nie mówiąc już o graniczącym z pewnością wyznaczeniu dni niepłodnych. Nie zrozum mnie źle – istnieją specjalne zasady dla młodych mam, które wykazują się skutecznością w odkładaniu poczęcia. Co więcej, u niektórych z nich cykle dość szybko wracają do normy. Jednak bywa też tak – często (ale nie zawsze) jest to związane z karmieniem piersią – że niezwykle trudno jest analizować płodność. Zdarza się, że prowadzi to do wielomiesięcznej abstynencji małżonków.

Nie wiem, czy jest to trudność jako taka, jednak w mojej opinii nauka NPR nie jest wcale taka łatwa, jak sądzą niektórzy. Co wcale nie oznacza, że potrzebujesz doktoratu, by z powodzeniem stosować te metody. 🙂 Początki – jak wszędzie – bywają trudne… Jednak nie ma się co zrażać, gdy Twoja karta i ta z podręcznika nijak się mają do siebie. 😉 Wystarczy, że przyłożysz się do nauki, a po kilku miesiącach w Twojej głowie nastanie jasność. 🙂

Czy istnieje sposób, by zapobiec tym trudnościom? Z pewnością nie ma magicznego środka, który byłby lekiem na całe zło NPR. Można jednak zmniejszyć prawdopodobieństwo poprzez jak najwcześniejsze rozpoczęcie nauki. Poza tym są też pewne pomoce… 😉

Pomoce

Największym i najpotężniejszym wsparciem przy stosowaniu NPR jest specjalna grupa na Facebooku. Dzięki niej masz kontakt z ludźmi (jest ich już ponad 5 tysięcy!), którzy mają podobne rozterki do Twoich. Co więcej, w przypadku niejasności i problemów, zawsze uzyskasz merytoryczną odpowiedź. Znajdziesz w niej również listę instruktorów oraz polecane lektury. Wskakuj już teraz. 🙂

Wraz z rozwojem technologii, pojawiają się innowacyjne rozwiązania – nie omija to również dziedziny NPR. Jeśli – mimo szczerych chęci – prowadzenie obserwacji i ich późniejsza analiza nadal sprawiają Ci trudności, warto pomyśleć o komputerze cyklu – np. Lady-Comp czy Cyclotest. Zaś w przypadku problemów z pomiarami temperatury, pomocny może okazać się Tempdrop – opaska na rękę. Niestety, nie są to jednak tanie rozwiązania.

Z roku na rok coraz więcej czasu spędzam, korzystając z telefonu. Jeśli masz podobnie, a do tego nie przepadasz za wypełnianiem papierowych rubryk, aplikacja OvuView to coś dla Ciebie. Oprócz przechowywania obserwacji, pomaga również w ich interpretacji. Uważaj jednak, bo nie zawsze analiza w telefonie jest zgodna z analogowymi zasadami metody.

Poza nowinkami – niezmiennie i od lat – pamiętaj, że pomoc znajdziesz również w poradniach życia rodzinnego w Twojej okolicy.

Jak zacząć?

Przede wszystkim od obserwacji! Im wcześniej, tym później będzie czytelniej. 🙂 Warto zainwestować w termometr (taki z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku) – polecany jest szklany Geratherm Basal lub elektroniczny Microlife MT 16C2. Podstawową temperaturę ciała należy mierzyć codziennie rano, zaraz po przebudzeniu, zanim kobieta podniesie się z łóżka. Najwygodniej dokonywać pomiaru w ustach (inne formy to: odbyt i pochwa). Ważna uwaga – wkładając termometr do ust warto zwrócić uwagę, aby jego ułożenie było każdego dnia takie samo (w różnych częściach jamy ustnej temperatura może się różnić). Istotna jest też godzina pomiaru – najlepiej ta sama, ewentualnie z półgodzinnym przesunięciem wprzód i w tył (szczegóły zależą od wybranej metody).

Podejmując się nauki NPR w narzeczeństwie masz też jedyną okazję, by poeksperymentować bez obaw z wpływem różnych czynników na podstawową temperaturę ciała kobiety. O czym mówię? Na przykład o alkoholu wypitym wcześniejszego dnia, zarwanej nocy czy innej godzinie pomiaru. Dzięki temu w przyszłości łatwiej będzie wyłapać wszystkie zaburzenia.

Jeśli chodzi o obserwację śluzu, to przynajmniej nie trzeba nic kupować. 😉 W każdej z metod pojawiają się liczne określenia na odczucia i cechy wyglądu badanego śluzu. Jak podejść do śluzu? Przede wszystkim warto, aby kobieta obserwowała swoje wydzieliny podczas każdej wizyty w toalecie – najczytelniej jest sprawdzać to zarówno przed, jak i po skorzystaniu z toalety – podcierając się papierem toaletowym. Z początku może się wydawać, że wydzielina z poszczególnych dni wygląda tak samo, z czasem stanie się to przejrzystsze.

Pomocne wyrażenia do opisu śluzu (na podstawie metody polskiej): gęsty, lepki, grudkowaty, mętny, białawy, żółty, rwie się przy próbie rozciągania, daje odczucie wilgotności, rozciągliwy, przejrzysty, śliski, daje odczucie mokra, naoliwienia, wygląda jak surowe białko kurzego jaja.

Poranną temperaturę oraz objaw śluzu z danego dnia należy systematycznie umieszczać na karcie cyklu. Możesz skorzystać z wersji uniwersalnej lub z przeznaczonej do konkretnej metody (pod linkiem do metod). Pierwszy dzień cyklu jest jednocześnie pierwszym dniem krwawienia miesiączkowego (krwawienia, nie plamienia!). Prowadzenie notatek można jednak zacząć w każdym momencie – jeśli, przykładowo, okres rozpoczął się tydzień temu, dzisiaj będzie już ósmy dzień cyklu.

Tak naprawdę wygląd karty cyklu uzależniony jest od metody, którą się stosuje. Każdej z nich przyporządkowane są specjalne oznaczenia i sposób zapisu. Dlatego najłatwiej jest od początku prowadzić swoje notatki w odpowiedniej formie – wiąże się to z podjęciem decyzji o metodzie. Może to nie jest popularne rozwiązanie, ale uważam, że wybór metody NPR powinien być podyktowany m.in. obserwacjami. Co to oznacza? Postaram się opowiedzieć na swoim przykładzie. Moja przygoda z NPR rozpoczęła się od książki „Sztuka naturalnego planowania rodziny”, dzięki której poznałam metodę LMM. Nadal uważam, że to bardzo dobry podręcznik, który jest wystarczający, by opanować potrzebne podstawy. Problemem dla mnie okazało się to, że wymienione rodzaje śluzu i odczuć były dla mnie niewystarczające. Często nie potrafiłam zakwalifikować tego, co obserwowałam do żadnej z kategorii. Sprawiało to, że moje cykle znacząco odbiegały od przedstawionej „normy”. Stąd niedaleko już do frustracji. Potem miałam do czynienia – na spotkaniach w poradni – z metodą Teresy Kramarek. Nie przypadła mi do gustu, głównie ze względu na skąpe materiały do samodzielnej nauki oraz średni poziom reprezentowany przez nauczycielkę (często ogarniałam więcej od niej…). Jednak to właśnie dzięki metodzie polskiej zaczęłam w bardziej sprecyzowany sposób opisywać swoje obserwacje śluzu szyjkowego (lista pomocnych wyrażeń wyżej). Mimo że nadal stosuję metodę LMM, to moje oznaczenia na karcie nie trzymają się wyznaczonych ram. Jest to dla mnie niesamowicie pomocne, zwłaszcza gdy chcę porównać aktualny cykl z wcześniejszymi. Nie mam niestety już takiej możliwości, jeśli chodzi o pierwsze cykle – te zapisane w nomenklaturze LMM. Na koniec mojej historii dodam, że ostatnio zagłębiam się również w metodę Rötzera, której zasady (zwłaszcza ta z wyznaczaniem szczytu śluzu) zdają się najlepiej pasować do moich obserwacji.

Jak wybrać metodę dla siebie? Warto rozpocząć od rozpoznania terenu – przejrzenia proponowanych stron, zagłębienia się w posty na grupie (pytanie o metodę jest jednym z popularniejszych), zorientowania się, która z metod jest nauczana w poradni z okolicy, jacy nauczyciele są dostępni w danym regionie. Od siebie dodałabym, że na początek dobrym pomysłem jest jedna z metod objawowo-termicznych – jeśli okaże się niewypałem, zawsze można ją zmienić na taką, która bazuje na samym objawie śluzu szyjkowego. Gdybym dzisiaj podejmowała taką decyzję, celowałabym – niezmiennie – w metodę LMM (głównie ze względu na przejrzysty podręcznik) lub w metodę Rötzera (jest chyba najpopularniejsza). Ostateczny wybór należy jednak do Ciebie i ukochanej osoby. 🙂

Nie uwierzysz, ale nadchodzi koniec tego najdłuższego w mojej blogowej historii wpisu. Wszystko dlatego, że tak bardzo pragnę dać Ci do ręki wszystkie informacje potrzebne na start. Sporo rzeczy wciąż wydaje się niejasnych? Nie ma się co przejmować, każdy kiedyś zaczynał. 🙂 Dlatego, jeśli w Twojej głowie pojawiło się jakieś pytanie, zachęcam do zadania go – w komentarzu lub poprzez maila czy wiadomość prywatną (zakładka kontakt). Nie ukrywam, że temat ten jest dużo szerszy niż jeden artykuł. Chodzi mi po głowie przynajmniej jeszcze jeden wpis z nim związany. A może cały cykl? Na przykład nauka krok po kroku? Co będzie dalej zależy tylko od Ciebie. Jeśli będzie taka potrzeba, przygotuję więcej materiałów. Daj tylko znać. 🙂 A w przypadku, gdy już teraz masz ochotę na więcej zapraszam Cię na genialną stronę Cała jesteś piękna! – wciąż nie mogę wyjść z podziwu z włożonej w nią pracy i ogromu darmowej wiedzy zebranej w jednym miejscu. Powodzenia na drodze NPR! 🙂

6 thoughts on “Nauka NPR

  1. Super wpis! Pierwszy kontakt z NPR przed ślubem może budzić dużo wątpliwości, a takie informacje pomagają je rozwiać. Pamiętam, jak sama przed ślubem nie wiedziałam, jak się za to zabrać 🙂 W Internecie znalazłam opis metody Roetzera, potem kupiłam podręcznik LMM (świetny!), a na naukach przedmałżeńskich była metoda angielska – a ja nie wiedziałam, że to inne metody! Brakowało mi takich prostych informacji dla kogoś zupełnie początkującego. Bardzo się cieszę, że uznałaś moją stronę za godną polecenia, bo starałam się stworzyć coś takiego, czego bardzo mi brakowało na początku.

    Twoja strona jest inspirująca. Warta polecenia wszystkim, którzy przygotowują się do ślubu – i małżonkom też! 🙂

    1. Dziękuję za podzielenie się swoją historią, która jest kolejnym dowodem na to, że początki bywają trudne i nie ma się co tym zrażać.;) Twoja strona i grupa na Facebooku są dla mnie życiowym odkryciem w dziedzinie NPR! 🙂 Dziękuję za tyle ciepłych słów. 🙂

  2. Bardzo pomocny artykuł 😊 Wpadłam na twój blog dzięki instagramowi i naprawdę jestem pod dużym zaskoczeniem bo od kilku dni w wolnych chwilach zaglądam tutaj do ciebie 😍
    Przyznam, że tamat od jakiegoś czasu chodził mi po drodze bo ślub już coraz bliżej i im człowiek coraz bardziej dojrzewa w tej świadomości tym coraz bardziej dokładne myśli mu przychodzą. U mnie problemem było to jak zabrać się do tego tematu a tu proszę – gotowa recepta na wprowadzenie z którą bardzo dziękuję 😊 Cykl krok po kroku byłby bardzo ciekawy więc jeśli masz tylko chęć to trzymam kciuki i myślę, że wiele kobiet i par będzie zadowolona 😉

    1. Ależ mi miło czytać tak sympatyczne słowa! 🙂 Witam na blogu nową czytelniczkę. 😉
      Dostaję coraz więcej pozytywnych reakcji na ten wpis, także wszystko wskazuje na to, że będzie tutaj więcej tematu NPR. 🙂
      Dziękuję za komentarz i Twoją obecność. 🙂

  3. Bardzo dziękuję za wpis! <3
    Naprawdę spora dawka przydatnej wiedzy 🙂
    Podczas czytania zrodziło mi się pytanie odnośnie termometru… 🙂
    Pisałaś, że dobrze jest mieć taki, który mierzy temperaturę z dokładnością do dwóch cyfr po przecinku… A co z termometrami owulacyjnymi? Znasz może jakieś opinie?
    Bo zastanawiam się czy warto w niego zainwestować czy może jednak zwykły termometr będzie wystarczający.
    Będę wdzięczna za jakieś wskazówki 🙂
    Pozdrawiam ciepło

    1. Cieszę się, że był przydatny. 🙂
      Odnośnie termometru – taki z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku to właśnie termometr owulacyjny. We wpisie podaję linki do dwóch najczęściej polecanych w kontekście NPR. Nie kosztują fortuny, zwłaszcza ten elektryczny. 😉
      W razie dalszych niejasności, służę pomocą. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *