„Manewry małżeńskie” – recenzja

Ta niebieska okładka już od dawna zaprzątała moje myśli, kiedy myszkowałam po katolickich księgarniach. Byłam pewna, że w końcu trafi w moje ręce – tak też się stało. Skusiłam się na wakacyjną promocję wydawnictwa www.wdrodze.pl i oprócz niej zaopatrzyłam się również w dwie inne związkowo-małżeńskie pozycje. Ale o tym innym razem. 😉

Zanim zabrałam się za lekturę, słyszałam kilka pochlebnych opinii na temat tej pozycji. Stąd też moje oczekiwania były dosyć wyśrubowane. Czy udało się je spełnić? Cóż, zapraszam na recenzję. 🙂

Czytając pierwsze rozdziały, co chwila zatrzymywałam się, by zaznaczyć jakiś ciekawy fragment. Tak też i było z wywiadem z Leną Wojdan, obfitującym w wartościowe wskazówki, zwłaszcza dla tych, którzy ciągle zastanawiają się czy to TEN / TA.

Jeśli mimo tego wszystkiego, co nieprzewidywalne, a czasem złe w naszym życiu, wciąż czujemy, że jesteśmy dla siebie, chcemy być ze sobą i że patrzymy w tym samym kierunku, to wszystko w porządku.

(Lena Wojdan)

Kolejne rozmowy – moje ulubione – zostały przeprowadzone z Maciejem Soszyńskim OP. Nie ze wszystkim się zgadzam – między innymi z opinią, że czas narzeczeństwa to przede wszystkim załatwianie formalności, odbycie kursu przedmałżeńskiego, rezerwacja sali, kupno sukni i garnituru itd. Wyjątkowo bliska mojemu sercu okazała się natomiast odpowiedź na pytanie, czym jest sakrament małżeństwa.

Sakrament małżeństwa jest życiem mężczyzny i kobiety. Od chwili jego zawarcia każdy gest, każda decyzja, każda bliskość jest sakramentem. Kiedy jakiś mężczyzna jest księdzem? Wtedy, kiedy odprawia mszę, spowiada i chrzci dziecko? Nie. On jest księdzem 24 godziny na dobę. Wszystko, co robi, robi jako ksiądz. Dokładnie tak samo jest z sakramentem małżeństwa: mąż i żona 24 godziny na dobę są małżeństwem – bez względu na to, czym się zajmują, gdzie są, jak się czują i co myślą. Wszystko, co robimy, jest widzialnym znakiem niewidzialnej łaski. Przypomina mi się tu przypowieść Pana Jezusa o winnym krzewie, że to jest trwanie. Sakrament małżeństwa jest trwaniem w Jezusie jako mąż i żona, jako jedność. Ale sakrament to też tajemnica, bo już samo to słowo odnosi nas do tajemnicy. Jak to jest możliwe, że mężczyzna i kobieta opuszczają ojca i matkę i stają się jednym ciałem? Jak to możliwe, że obcy ludzie decydują się na wspólne życie i chcą w tym życiu trwać? Tajemnica.
Sakrament małżeństwa jest też pragnieniem jedności, bycia darem dla kogoś i wzrastaniem. W małżeństwo nie wchodzi się gotowym, tylko się w nim dojrzewa – jako mężczyzna, jako kobieta, jako chrześcijanin, jako mąż, jako żona.
(Maciej Soszyński OP)

W rozmowach ze wspomnianym dominikaninem można też znaleźć kilka wskazówek odnośnie organizacji ślubu i wesela.


Warto się jej [przysięgi małżeńskiej] nauczyć na pamięć, nie po to, żeby ją wyrecytować na ślubie, ale żeby ją znać i żeby ona w przyszłości towarzyszyła na przykład w codziennej modlitwie, była jednocześnie rachunkiem sumienia z miłości, wierności, uczciwości małżeńskiej.
(Maciej Soszyński OP)

Wszystkich zachęcam, aby myśląc o przygotowaniu ślubu i wesela, nie skupiali się na tym, by było ono oryginalne i niepowtarzalne. Bo uzyskanie tego dzisiaj jest bardzo trudne. Namawiam natomiast, by myśleli przede wszystkim o sobie, o tym, co jest im najbliższe, co ich wyraża. Wtedy mogą być pewni, że wszyscy będą się dobrze bawić, a oni przede wszystkim.
( Maciej Soszyński OP)

Następne wywiady – stanowiące objętościowo jakieś pół książki – delikatnie mówiąc, nie przypadły mi do gustu. Znalazłam w nich mnóstwo czarno-białego podejścia do świata, momentami dość płytkiego, upraszczającego wiele złożonych tematów.

Mężczyzna weryfikuje się przez odpowiedzialność za osoby, z którymi się wiąże – najpierw za żonę, potem za dzieci. Każdy unik od tej odpowiedzialności jest przejawem patologii.
(Adrian Galbas SAC)

Pod koniec książki pojawia się ulubiony temat katolickich książek dla narzeczonych i małżeństw, czyli seks i NPR. Podobnie jak wcześniej, w rozdziałach tych zdarzały się zubożone omówienia tych kwestii. Na plus oceniłabym rozmowę o naprotechnologii, jednak nie do końca pasuje mi ona w książce, która w swym zamyśle miała być skierowana do narzeczonych.

Kiedy już się trochę nadenerwowałam, moja lektura zaczęła dobiegać końca. Mile zaskoczyłam się ostatnimi dwoma rozmowami, które dotyczą kryzysów i konfliktów w małżeństwie. Bardzo rzeczowe podejście, pozwalające spojrzeć z perspektywy na codzienność męża i żony.

Nawet osoby wierzące powinny pamiętać, że kryzysy są dobre, pozwalają nam dojrzewać, dzięki nim nasze małżeństwa stają się bogatsze, bliższe, mocniejsze, a małżonkowie bardziej się kochają.
(Barbara Smolińska)

Podsumowanie

Ciężko jest mi podsumować całe „Manewry małżeńskie”, przede wszystkim ze względu na ich niejednolitość, co wynika z formy, jaką jest zbiór wywiadów z różnymi osobami. Z pewnością w pozycji tej można znaleźć sporo wartościowych treści – takich na etap narzeczeństwa, ale też na dalsze małżeńskie lata. Niektóre rozmowy to prawdziwe perełki, część z nich nie wnosi za wiele do relacji między kobietą i mężczyzną. Jednak nawet te ostatnie mogą stać się przestrzenią do porozmawiania na tematy, z którymi się nie zgadzamy. Patrząc w tym kontekście, warto po nią sięgnąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *