W Kościele katolickim mamy siedem sakramentów. Wśród nich – obok chrztu, bierzmowania, eucharystii, spowiedzi, kapłaństwa i namaszczenia chorych – znajduje się również małżeństwo. Z pewnością nie jest to przypadek. Ale czy wiesz, co to tak naprawdę znaczy? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie, odwołując się do nauki o. Ksawerego Knotza.
Z ojcem Ksawerym Knotzem – kapłanem zakonu Braci Mniejszych Kapucynów, redaktorem naczelnym portalu Szansa Spotkania – zetknęłam się już jakiś czas temu. Cóż, nie nazwałabym tego zainteresowaniem od pierwszego wejrzenia. Wręcz przeciwnie, tematyka, którą głównie się zajmuje – czyli życiem seksualnym małżonków – nigdy nie stanowiła dla mnie obiektu, który wzmagałby we mnie głód wiedzy. Moje nastawienie zmieniło się, gdy w prezencie ślubnym – od poznanej na spotkaniu uBOGAconych znajomej – otrzymałam książkę „Akt małżeński” (nakład wyczerpany, ale można ją czasami jeszcze znaleźć na allegro). Jest to pozycja odmienna od innych tego autora – napisana naukowym językiem (przez co trudniej się ją czyta), ale za to bogata w treść. Polecam, szczególnie tym, którzy chcieliby zrozumieć podejście Kościoła (i związane z nim zmiany) do seksualności człowieka na przestrzeni wieków.

Po przełamaniu pierwszych lodów, postanowiłam zagłębić się w kolejną książkę o. Ksawerego Knotza. Mój wybór padł na „Obudzić sakrament małżeństwa”. Zachęcona wymienionymi na odwrocie okładki etapami „wtajemniczenia” w duchowość sakramentu małżeństwa, zaczęłam czytać.
Co znalazłam w środku? Przede wszystkim uwydatnienie potrzeby życia sakramentem małżeństwa, która nie do końca jest dostrzegana przez Kościół i samych zainteresowanych. Autor poświęca sporo uwagi różnicom – między parami, które w ogóle nie mają relacji z Bogiem, przez zaangażowane w życie duchowe po odnajdujące Chrystusa we wspólnocie, jaką tworzą. Czytając, aż się rwałam do tego, by uczynić wszystko, aby należeć do tej najbardziej świadomej grupy.
Wszystko pięknie ładnie, tylko co zrobić, aby tak było? W „Obudzić sakrament małżeństwa” znajdziemy odpowiedź na to pytanie, jednak przyznaję, że znalezienie jej nie było dla mnie łatwe. Mój głód budowania „małżeństwa przynoszącego owoce sakramentu małżeństwa” (czy tylko dla mnie ta nazwa jest dość enigmatyczna…?) domagał się zaspokojenia. Dlatego czytałam wyjątkowo uważnie, pochłaniając kolejne akapity w poszukiwaniu najbardziej interesujących mnie fragmentów.
W tym miejscu wypada na chwilę się zatrzymać. Muszę Ci o czymś powiedzieć… Przez większość czasu – w trakcie lektury – miałam wrażenie, że w kółko czytam o tym samym. Mimo zmieniających się nagłówków podrozdziałów, ja wciąż dostrzegałam tylko, że „spośród małżeństw przechodzących proces formacji w Kościele wyłania się grupa, która jest w stanie osiągnąć trzeci poziom sakramentalności małżeństwa i zacząć świadomie żyć sakramentem małżeństwa”. Czy to oznacza, że omawiana przeze mnie pozycja jest mało wartościowa? Niekoniecznie.

Wszystko to, co wcześniej było dla mnie po prostu masłem maślanym stało się jasne podczas spotkania autorskiego z o. Ksawerym Knotzem. Było ono organizowane przez Księgarnię Świętego Pawła w Rzeszowie z okazji pierwszych jej urodzin. Zapowiedź degustacji tortu sprawiła, że udało mi się dotrzeć na miejsce z moją, zmęczoną po pracy, drugą połówką. Postanowiłam rzetelnie przygotować się do tego wydarzenia, poprzez dokończenie lektury (czy tylko ja zaczynam czytać kilka książek naraz…? ;)) oraz zabranie ze sobą czegoś do pisania.
Było warto – zarówno przyjść, jak i przeczytać oraz wziąć długopis. 🙂 Byłam pewna, że w trakcie spotkania – kiedy przegryzałam pyszne urodzinowe ciasto – wszyscy obecni na sali doznają takiego olśnienia jak ja. W końcu ten ksiądz mówił o co chodzi w sakramencie małżeństwa! Słuchałam jak zaczarowana, notując co chwilę kolejne odkrywcze – dla mnie – słowa. Pozostali nie wykazywali jednak zbyt wielkiego zaangażowania. Ba, nawet mój osobisty mąż przyznał mi potem, że całość była dla niego nużąca, a treści zdawały się być wałkowane w kółko.
O co w takim razie chodzi? Chyba w końcu rozwiązałam tę tajemnicę – zrozumienie istoty wzrasta proporcjonalnie do ilości powtórzeń. 🙂 Stąd mój wniosek, że lektura wspomnianej książki jest wartościowa, a jeszcze cenniejsze jest odkrycie piękna sakramentu małżeństwa.
Dobra, nie trzymam Cię już w niepewności, zdradzę w końcu, co i jak. Może zacznę od ciekawostki – czy wiesz, że małżeństwo to jedyna wspólnota założona osobiście przez Boga? Żaden zakon – nawet najbardziej surowy – nie może się tym poszczycić. 😉 Czym jest sam sakrament małżeństwa? Może kojarzysz z lekcji religii jedną z definicji sakramentu – widzialnego znaku niewidzialnej łaski. Oznacza to, że w momencie przyjmowania sakramentów świętych mamy gwarancję (!), że jest w nich obecny sam Chrystus. Nie potrzebujemy powiewu wiatru, cudownego znaku, emocjonalnego uniesienia – mamy dowód.

No dobrze, wiemy już, że Jezus jest obecny w małżeństwie. Teraz pozostaje jeszcze odpowiedzieć sobie na pytanie – gdzie? Co przychodzi Ci na myśl? Może, że między Tobą a ukochaną osobą? Jest to poprawna odpowiedź, jednak jeszcze brakuje jej głębi. Szukając swojego rozwiązania, wyobraziłam sobie modlitwę we dwoje. To też nie do końca to. Odpowiedź jest prosta i trudna zarazem – Chrystus jest w WIĘZI między małżonkami. Tę prawdę w pewnym stopniu jest w stanie zobrazować wizja trójkąta małżeńskiego – gdzie każdy z wierzchołków należy kolejno do męża, żony i Boga. Zazwyczaj łatwo jest zdać sobie sprawę z pierwszej wynikającej z tego zależności – im małżonkowie są bliżej Boga, tym znajdują się jednocześnie bliżej siebie. Ma to sens, prawda? Kiedy moja wiara rośnie, ćwiczę się w cnotach, na mocy łaski staję się lepszym człowiekiem – zmieniam się jednocześnie jako żona, traktując mojego ukochanego w lepszy sposób. Druga korelacja przeważnie nie jest już taka oczywista – im bliżej siebie są małżonkowie, tym bliżej im do Boga. I właśnie to – mniej instynktowne – powiązanie rysuje łaskę sakramentu małżeństwa.
Co z tego wynika? Na przykład to, że we wszystkim, co wyraża więź między żoną i mężem – w rozmowach, wspólnej modlitwie, codziennych obowiązkach, wychowywaniu dzieci, wyrażaniu miłości za pomocą ciała – jest Chrystus. Co więcej, On nie tylko tam jest – przede wszystkim działa, otwierając małżonków na siebie.
Jeszcze bardziej zaskakującym wnioskiem jest to, że od momentu złożenia przysięgi, całość wzajemnych interakcji kobiety i mężczyzny staje się ich drogą do świętości. Powołani do małżeństwa mają za zadanie podążać w kierunku nieba właśnie poprzez swoją wspólną codzienność. Ponadto, im bardziej dbają o siebie nawzajem, a przez to o swoją więź, tym szybciej zbliżają się do bycia świętymi. Przykładowo – Bóg nie wymaga ode mnie godzin spędzanych w kościele na modlitwie, On czyni mnie lepszym człowiekiem (i lepszą żoną), gdy gotuję zupę specjalnie dla mojego męża, kiedy trzymając się za ręce idę z nim na zakupy do Biedronki czy podczas romantycznej randki. Niesamowite, prawda? 🙂
Chcę znaleźć sposób dostania się do Nieba, jakąś małą drogę, bardzo prostą i bardzo krótką, małą drogę zupełnie nową.
(św. Teresa z Lisieux)
Zdaję sobie sprawę, że czytając o tym po raz pierwszy, wiele aspektów może wydawać się niejasnych. Doświadczyłam tego na własnej skórze. Jednak, kiedy – podczas spotkania autorskiego – zaczęło mi się to układać w jedną całość, dość diametralnie zmieniło się moje patrzenie na sakrament miłości. Od dawna przeczuwałam, że małżeństwo kryje w sobie mnóstwo skarbów, a teraz znalazłam się bliżej tej tajemnicy. Dlatego tym bardziej zachęcam Cię do ponownego przeczytania tego wpisu (na przykład za kilka dni) i podjęcia próby zrozumienia, co o. Ksawery Knotz, a za nim ja mieliśmy na myśli. Polecam również zagłębić się w lekturę „Obudzić sakrament małżeństwa”, gdzie znajdziesz dużo więcej na temat istoty sakramentu małżeństwa – między innymi materiały do spotkania z dialogiem małżeńskim. Nie zrażaj się, gdy coś wyda się niejasne, w końcu „tajemnica to wielka” (por. Ef 5, 32). 🙂
