Ostatnio w trakcie stories na Instagramie o (nie)mieszkaniu przed ślubem okazało się, że interesuje Cię nasza związkowa historia.
- Jak się poznaliśmy?
- Jak sprawdził się u nas związek na odległość?
- Czy rozczarowaliśmy się po ślubie?
Na te i kilka innych pytań odpowiadamy poniżej – tym razem we dwoje. Po raz pierwszy (na blogu) dopuszczam Bartosza do głosu. 😉
Czy modliliście się o dobrego męża/dobrą żonę?
O: Podczas przygotowań do bierzmowania dostałam od mojej animatorki modlitwę do św. Józefa i od tamtej pory (mniej lub bardziej) regularnie po nią sięgałam. Moja gorliwość wzrastała, gdy pojawiała się tęsknota za byciem w związku, wtedy też stworzyłam listę cech mojego przyszłego męża (większość się zgadza 😉 ).
B: Modliłem się przez około dwa lata – była to intencja w codziennych modlitwach. Często z tą intencją przychodziłem też na niedzielne (i nie tylko) Eucharystie – ale to wszystko na spokojnie, nigdy nie chciałem niczego przyśpieszać, wierzyłem, że wszystko będzie w swoim czasie.
Czy szukaliście kogoś, czy poznaliście się przypadkiem?
B: Ja szukałem, ponieważ napisałem na forum, ale poznanie kogoś nie było wtedy celem numer 1 w moim życiu.
O: Trochę tak i trochę nie. To był etap w moim życiu, kiedy czułam się naprawdę szczęśliwa jako singielka. Jednak jednocześnie byłam otwarta na nowe znajomości, więc odpisałam na pamiętne ogłoszenie. 😉
Jak się poznaliście?
B: Na nieistniejącym już forum katolickim. Napisałem, że chciałbym poznać jakąś fajną dziewczynę i opisałem swój charakter, co lubię robić itd. Po dwóch dniach odpisała Ola i zaczęliśmy ze sobą wymieniać wiadomości.
O: Tak, to było forum APOSTOŁ. Był tam wątek „dla wierzących szukających drugiej połówki” – trafiłam tam z polecenia mojego brata, którego przyjaciel szukał tam szczęścia (bezskutecznie 😉 ). W opisie Bartosza ujęło mnie umiłowanie codzienności oraz Rzeszów – od czasów olimpiady myśli Jana Pawła II w Białymstoku miałam sentyment do wschodniej Polski. Odpisałam w wiadomości prywatnej i tak zaczęła się nasza korespondencja (głównie mailowa).

Czy mieliście wcześniej chłopaka/dziewczynę? Czy to Wasz pierwszy związek?
B: To nasz pierwszy związek. Nie wiem dlaczego, ale przez wiele lat przed naszym poznaniem miałem takie przeczucie, a właściwie pewność, że jak kogoś pokocham, to już na całe życie, tzn. że nie będzie kilku przelotnych związków, tylko jeden trwały.
O: Tak, to nasz pierwszy i ostatni związek. Towarzyszyło mi podobne przeczucie – że jak już się zaangażuję w relację z mężczyzną, to będzie to mój mąż. Z jednej strony miało to plusy (np. wszystkiego uczyliśmy się wspólnie, nie kierowaliśmy się wcześniejszymi zranieniami), ale i wady (np. mniejsze doświadczenie w randkowaniu 😉 ).
Kto wpadł pierwszy na pomysł związku na odległość?
B: Ola, ponieważ ja bym się na to nie odważył. Wydawało mi się, że taki związek na dłuższą metę jest spisany na straty – jednak siła uczucia spowodowała, że zaryzykowałem i opłacało się.
O: Ja jestem bardziej skłonna do szalonych pomysłów. Dla mnie to było dość proste – jeśli poznałam wyjątkowego mężczyznę, z którym się przyjaźnię i który jest dla mnie ważny, chcę spróbować. Chociaż pamiętam też wątpliwości, kiedy wpisałam w wyszukiwarkę „związek na odległość”, a większość historii i opinii nie napawała optymizmem.
Jak często i na ile się spotykaliście?
B: Średnio raz na 3 tygodnie – przez weekend. Tak było przez rok. Później pół roku studiów w jednym mieście (w ramach wymiany studenckiej), a potem przez rok znów średnio raz na 2-3 tygodnie na weekend plus oczywiście większość wakacji i ferii. Święta spędzaliśmy w swoich rodzinnych stronach.
O: Ja aż tak dokładnie nie pamiętam. 😉 Ale patrząc na dzielącą nas odległość (600 km), widywaliśmy się dość regularnie.

Czy odczuwaliście brak bliskości drugiej osoby?
B: Trochę tęskniłem, ale pisaliśmy do siebie codzienne SMS-y, maile oraz długo wieczorami rozmawialiśmy. To bardzo budowało naszą więź.
O: Najbardziej brakowało mi obecności Bartosza podczas moich obron (licencjackiej i inżynierskiej) oraz podczas świąt i uroczystości rodzinnych. Na co dzień tęskniłam za przytulaniem, ale wiedziałam też, że za kilka dni znów się zobaczymy. Ta świadomość mocno mi pomagała, razem z pluszowym Kubusiem Puchatkiem, którego dostałam od ukochanego. 😉
Czy nie byliście zmęczeni i sfrustrowani życiem na odległość?
B: Nieznacznie. To było bardzo ciekawe doświadczenie – z jednej strony miałem dużo czasu dla siebie, mogłem spokojnie „poświęcić się” studiom i swoim hobby a z drugiej wiedziałem, że jest ktoś, kogo bardzo kocham i że za kilka/kilkanaście dni się zobaczymy. Ja bardzo nie lubię zmian, więc taki układ stopniowego wchodzenia we wspólną codzienność mi odpowiadał.
O: Też widziałam więcej plusów niż minusów takiej sytuacji, jednak czasami dopadało mnie zmęczenie – na początku naszego związku jeszcze studiowałam dziennie dwa kierunki jednocześnie.
Skąd braliście siłę do życia na odległość?
O: Chyba z nadziei, że jest ktoś, kto kocha i że wkrótce się zobaczymy, a w niedalekiej przyszłości będziemy mieli siebie na co dzień.
B: Myślę, że to kwestia naszych charakterów, upodobań i pewnie też wiary. Po prostu kochaliśmy się i czekaliśmy cierpliwie na kolejne spotkania, planując później już wspólne życie.
Czy oboje chcieliście zaczekać ze współżyciem do ślubu?
O: Tak. Moje podejście do czystości ukształtowało się jeszcze w nastoletnich latach, w okolicach bierzmowania. Wiedziałam, że chcę poczekać ze współżyciem do ślubu i było to dla mnie naturalne.
B: Tak, to było tak oczywiste, jak to, że po poniedziałku jest wtorek. Nawet za wiele o tym nie rozmawialiśmy, bo w zasadzie nie było o czym.
Czy któreś z Was było przeciwko temu, by razem nie mieszkać?
B: Nie. Poza tym nie było za bardzo możliwości, by na tamtym etapie mieszkać razem. Studiowaliśmy w swoich rodzinnych miastach i ktoś musiałby całkowicie zrezygnować ze swojego życia, zostawić wszystko i się przeprowadzić. Na tamtym etapie nie miałoby to większego sensu, gdyż do końca studiów mieliśmy 2-3 lata.
O: Nie rozważaliśmy opcji wspólnego mieszkania również podczas mojej wymiany studenckiej. Wynajmowałam wtedy pokój w pojedynkę.
Czy nocowaliście u siebie nawzajem?
O: Tak i to wiele razy. Nie było zresztą zbyt wielu innych opcji przy związku na odległość. Nocowaliśmy w swoich domach rodzinnych.
B: Jasne, że tak. Gdy się odwiedzaliśmy nocowaliśmy u siebie w mieszkaniach w osobnych pokojach.
Czy jako narzeczeni wyjeżdżaliście na wspólne wakacje/weekendy?
B: Jako narzeczeni byliśmy na wspólnych wakacjach u swoich babć. To był też czas, by poznać nasze rytuały i zwyczaje w innych miejscach niż we własnych domach.
O: Takich typowych wakacyjnych wyjazdów we dwoje nie było – nie wynikało to z jakichś wyższych pobudek, po prostu nie było okazji (i pieniędzy 😉 ). Spędzaliśmy wolne dni u siebie nawzajem, odwiedziliśmy też na kilka dni moją babcię, do babci Bartosza często jeździliśmy na weekendy.
Czy mieliście jakieś obawy związane z niemieszkaniem przed ślubem?
O: Nie, w ogóle się tego nie bałam. Znaliśmy się naprawdę dobrze, wiedzieliśmy jak zachowujemy się wśród bliskich i codziennych obowiązków.
B: Żadnych. Widywaliśmy się w codziennych sytuacjach (podczas naszych wzajemnych odwiedzin), więc nie było możliwości, by ktoś coś udawał czy chciał na dłuższą metę coś ukrywać.

Ile czasu chodziliście ze sobą, zanim zdecydowaliście się na ślub?
B: Dokładnie rok i 8 miesięcy.
O: Zaręczyny były po dwóch latach naszej znajomości, ślub rok później.
Czy związek na odległość przyspieszył termin Waszego ślubu?
O: Nieznacznie. Jeszcze na początku związku rozmawialiśmy – pół żartem, pół serio – o idei promowanej przez o. Szustaka: „trzy lata i ślub”. Z perspektywy czasu, wydaje mi się, że zdecydowaliśmy się na ślub w idealnym momencie. Poznawaliśmy się dość intensywnie, rozmawialiśmy na mnóstwo ważnych tematów, obserwowaliśmy się w swojej codzienności.
B: Odrobinę. Gdybyśmy byli związkiem „stacjonarnym” pewnie ślub odbyłby się od pół roku do roku później. Jednak teraz, z perspektywy czasu, nie ma to żadnego znaczenia.
Jak podjęliście decyzję, gdzie zamieszkać po ślubie?
O: Ja byłam mniej przywiązana do rodzinnych stron i lubię podróżować, dlatego zamieszkaliśmy w Rzeszowie.
B: Miejsce zamieszkania to w zasadzie był „warunek” wejścia w związek na odległość. Ja ze względu na sytuację zdrowotną nie za bardzo dopuszczałem możliwość zmiany miejsca zamieszkania.
Jakie odczucia towarzyszyły Wam po ślubie? Czy byliście rozczarowani?
B: Raczej nie. Nie było ani spektakularnej euforii ani też rozczarowań. Po prostu przypieczętowaliśmy to, co budowaliśmy przez prawie 3 lata.
O: Pamiętam, że pierwsze tygodnie to przede wszystkim poślubne zmęczenie i upragniony spokój. 😉 Wejście w małżeńską codzienność było bezbolesne – nic mnie wybitnie nie zaskoczyło. Miałam wrażenie, że mieszkamy ze sobą od dawna – w końcu najbliższy człowiek spędza ze mną codzienność.
Uniknij poślubnych rozczarowań
Chcesz już teraz przygotować się do małżeństwa? Skorzystaj ze sprawdzonych wskazówek w ramach kursu „Związek nad związkami” lub pobierz listę „77 pytań, na które warto odpowiedzieć przed ślubem” przy zapisie na newsletter.